Co naprawdę mówi uczeń, gdy rzuca: „nic nie ma sensu”
Dlaczego ten komunikat należy traktować bardzo poważnie
Zdanie „nic nie ma sensu” u ucznia nie jest zwykłą narzekającą uwagą o szkole. To sygnał alarmowy, że młody człowiek przestał widzieć sens w wysiłku, nauce, relacjach, a czasem nawet w swoim życiu. Nie zawsze oznacza myśli samobójcze, ale zawsze oznacza, że w środku coś mocno pękło. Odbieranie tego jako „dramy” albo „lenistwa” to prosta droga do pogłębienia kryzysu.
Kiedy uczeń mówi, że nic nie ma sensu, zwykle komunikuje, że:
- nie widzi wpływu na swoją przyszłość („cokolwiek zrobię, wyjdzie źle”);
- nie widzi efektów wysiłku („ucz się – mówią – a ja i tak mam jedynki”);
- nie czuje się ważny („i tak nikomu na mnie nie zależy”);
- nie widzi drogi wyjścia z trudnej sytuacji („nie dam rady tego zmienić”);
- nie ufa dorosłym („i tak mnie nie zrozumiecie”).
Z perspektywy nauczyciela, wychowawcy czy pedagoga kluczowe jest jedno: taka wypowiedź wymaga reakcji. Zignorowanie jej może zostać przez ucznia odebrane jako potwierdzenie jego przekonania, że „naprawdę nikogo to nie obchodzi”.
Najczęstsze przyczyny poczucia bezsensu u ucznia
Źródła zdania „nic nie ma sensu” mogą być różne. Zanim zacznie się rozmawiać, dobrze mieć w głowie kilka typowych scenariuszy. Pozwala to zadawać trafniejsze pytania i nie oceniać pochopnie.
- Przewlekła porażka szkolna – miesiącami lub latami uczeń dostaje słabe oceny, słyszy o „brakach”, „zaległościach”, „lenistwie”. W pewnym momencie uznaje, że nie ma szans „się podciągnąć”.
- Presja i perfekcjonizm – paradoksalnie, także bardzo ambitni uczniowie mogą dojść do wniosku, że nic nie ma sensu. Kiedy lata wysiłku nie przynoszą „wystarczająco” dobrych wyników, mogą uznać, że cała gra jest przegrana.
- Problemy rodzinne – konfliktowi rodzice, rozwód, przemoc, uzależnienia, choroba czy śmierć bliskiej osoby powodują, że szkoła traci znaczenie, a przyszłość staje się mglista.
- Przemoc rówieśnicza i odrzucenie – brak akceptacji klasy, hejt, wykluczenie z grupy potrafią zabić motywację. „Po co mam się starać, jak i tak mnie nienawidzą?”
- Depresja, zaburzenia lękowe, wypalenie szkolne – problemy psychiczne zmieniają sposób myślenia. Zdania „nic nie ma sensu” nie przykryje się motywującym cytatem na tablicy.
- Nierówność szans – kiedy uczeń widzi, że inni mają korepetycje, wsparcie rodziców, sprzęt, spokojny dom, a on walczy o samo przetrwanie, może dojść do wniosku, że gra jest ustawiona.
Jedna wypowiedź w stylu „to nie ma sensu” nie mówi jeszcze wszystkiego. Jednak regularne powtarzanie podobnych zdań, apatia, zamykanie się w sobie, spadek wyników lub nagłe zmiany zachowania to już bardzo poważny znak, że trzeba rozmawiać inaczej niż zwykle.
Różnica między narzekaniem a wołaniem o pomoc
Nie każdy komentarz „bez sensu” to głęboki kryzys. Młodzież używa tego sformułowania także jako kolokwializmu: „Ta kartkówka to był bezsens” czy „Te zasady są bez sensu”. Liczy się kontekst, częstotliwość i ton.
Warto przyglądać się:
- kiedy to pada (po jednorazowym niepowodzeniu czy od miesięcy przy każdej próbie);
- w jakiej formie (żartem, ze złością, w łzach, z rezygnacją);
- czy idzie za tym zmiana zachowania (wycofanie, brak pracy domowej, spóźnienia, wagarowanie, izolowanie się na przerwach);
- czy uczeń unika rozmowy czy wręcz przeciwnie – próbuje ją prowokować.
Jeśli słowa „nic nie ma sensu” brzmią jak koniec, a nie jak chwilowa złość, jeśli łączą się z rezygnacją z ulubionych aktywności lub z komentarzami o braku chęci do życia, pojawia się obowiązek podjęcia pilnych działań i włączenia specjalistów.
Pierwsze minuty rozmowy: jak nie zniszczyć zaufania
Słowa, których lepiej unikać na początku
Pierwsze zdania decydują, czy uczeń się otworzy, czy zamknie na głucho. Odruchowo dorosłym uciekają z ust zdania, które mają „pocieszyć”, a w praktyce bagatelizują problem.
Przykładowe wypowiedzi, które blokują rozmowę:
- „Nie przesadzaj, każdy tak czasem ma.”
- „Weź się w garść, inni mają gorzej.”
- „Gdybyś się uczył, nie mówiłbyś, że to nie ma sensu.”
- „Masz wszystko, szkołę, rodziców, a narzekasz.”
- „Ja w twoim wieku nie miałem takich fanaberii.”
Takie zdania dają jasny komunikat: Twoje emocje są nieważne, przesadzasz, nie rozumiem cię. W efekcie uczeń najczęściej:
- milknie lub zmienia temat,
- zamyka się w sobie i przestaje mówić prawdę,
- przestaje szukać pomocy u dorosłych.
Jak zacząć rozmowę z uczniem, który mówi: „nic nie ma sensu”
Zamiast odruchowego „nie mów tak”, przydaje się prosty schemat: zatrzymaj – nazwij – zaproś do rozmowy. Można to zrobić w kilku zdaniach.
Praktyczne przykłady otwarcia:
- „Zatrzymałam się przy tym, co powiedziałeś: że nic nie ma sensu. Brzmi to poważnie. Chciałbym cię zrozumieć – możesz mi o tym opowiedzieć?”
- „Kiedy mówisz, że nic nie ma sensu, słyszę dużo bezsilności. Co się takiego dzieje ostatnio, że tak to widzisz?”
- „Nie chcę tego zbyć jednym zdaniem. Możemy na spokojnie pogadać po lekcji / na przerwie / w gabinecie?”
Zwraca uwagę kilka elementów:
- nazwanie tego, co uczeń powiedział – pokazuje, że usłyszałeś dosłownie jego słowa;
- powaga – sygnał, że to nie jest dla ciebie „głupota”;
- zaproszenie, a nie przymus – „chcę zrozumieć”, „możemy pogadać”, zamiast „musisz mi to wyjaśnić”.
Bezpieczne miejsce i czas – warunek szczerej rozmowy
Rozmowa o sensie życia czy jego braku nie powinna toczyć się na korytarzu, przy otwartych drzwiach sali, na oczach klasy. Uczeń, który już czuje się bezsilny, nie będzie ryzykował dodatkowego wstydu.
Dlatego dobrze zadbać o:
- odpowiedni moment – krótko po wypowiedzi, ale bez pośpiechu („Spotkajmy się za 10 minut po dzwonku w….”),
- miejsce – gabinet pedagoga, spokojny kącik w bibliotece, pusta sala, gdzie można zamknąć drzwi,
- poczucie dyskrecji – jasne słowa: „Nie robię z tego sensacji, chodzi mi o ciebie, nie o raporty.”
Jeśli sytuacja wydaje się nagląca (uczeń mówi o krzywdzeniu się, o tym, że „długo już nie wytrzyma”), nie wolno odkładać rozmowy „na za tydzień”. Wtedy czas i miejsce trzeba wygospodarować natychmiast i włączyć specjalistów.
Postawa dorosłego: jak być wsparciem, nie sędzią
Aktywne słuchanie zamiast przepytywania
Uczeń, który mówi, że nic nie ma sensu, zwykle spodziewa się krytyki, wykładu albo gotowych rad. Najlepszym zaskoczeniem będzie więc uważne, spokojne słuchanie bez przerywania i ocen.
Aktywne słuchanie to m.in.:
- parafrazowanie: „Jeśli dobrze rozumiem, masz poczucie, że cokolwiek zrobisz, i tak będzie źle?”
- odzwierciedlanie emocji: „Słyszę w tym dużo zmęczenia i złości.”
- zachęcanie do mówienia: „Mhm… powiedz więcej”, „I co dalej się działo?”.
Zamiast serii pytań zamkniętych („Dostajesz dwóje?”, „Kłócisz się z rodzicami?”), lepiej korzystać z pytań otwartych:
- „Jak wyglądają twoje dni ostatnio?”
- „Co najbardziej dokłada ci ciężaru?”
- „Kiedy po raz pierwszy przyszło ci do głowy, że nic nie ma sensu?”
Neutralny język i szacunek do emocji ucznia
Kiedy uczeń opowiada o swoim „braku sensu”, może przesadzać, generalizować, widzieć świat w czarnych barwach. To naturalne. Twoim zadaniem nie jest od razu „prostować” każdą przesadę, lecz najpierw zrozumieć perspektywę.
Pomaga w tym:
- unikanie etykiet: „lenistwo”, „drama”, „fanaberia”, „przewrażliwienie”;
- zamiast „To bzdura, że nic nie ma sensu” – „Widzę, że teraz naprawdę tak to przeżywasz”;
- zamiast „Nie masz powodu tak się czuć” – „Twoje uczucia są dla mnie ważne, chcę zrozumieć, skąd one się biorą”.
Dla młodego człowieka doświadczenie, że dorosły nie wyśmiewa i nie podważa jego emocji, bywa pierwszym krokiem do szukania dalszej pomocy. Szacunek nie oznacza zgody na każde zachowanie, ale przyznanie: „Masz prawo czuć się tak, jak się czujesz, choć będziemy razem szukać innego wyjścia niż rezygnacja.”
Granice kompetencji: kiedy przyznać „nie wiem”
Nauczyciel nie jest terapeutą, psychiatrą ani cudotwórcą. Próba „naprawienia” ucznia jedną rozmową to pułapka. Warto jasno mieć w głowie swoje możliwości i ograniczenia:
- możesz wysłuchać, nazwać emocje, dać poczucie, że nie jest sam;
- możesz pomóc w sprawach szkolnych (zaległości, indywidualne ustalenia, kontakt z innymi nauczycielami);
- możesz skierować do pedagoga, psychologa szkolnego, poradni, lekarza;
- nie możesz diagnostykować chorób, obiecywać „wszystko będzie dobrze” ani utrzymywać tajemnicy, jeśli istnieje ryzyko zagrożenia życia lub zdrowia.
Zdanie: „Nie znam wszystkich odpowiedzi, ale nie zostawię cię z tym sam” jest często uczciwsze i bardziej wspierające niż pozorna pewność siebie i szybkie rady.
Jak prowadzić rozmowę: konkretne pytania i techniki
Pytania, które otwierają, a nie zamykają
Uczeń w kryzysie często ma głowę pełną myśli typu „nie ma sensu”, ale trudno mu ubrać je w słowa. Rolą dorosłego jest pomóc mu te myśli uporządkować, nie narzucając gotowej odpowiedzi.
Pomagają w tym pytania:
- o kontekst: „Kiedy najczęściej przychodzą ci do głowy takie myśli?”
- o wyzwalacze: „Czy są sytuacje, po których częściej czujesz, że wszystko jest bez sensu?”
- o przebieg dnia: „Jak wygląda twój zwykły dzień od wstania do zaśnięcia?”
- o wyjątki: „Czy są momenty, nawet krótkie, kiedy jest trochę mniej źle?”
- o wsparcie: „Kto w twoim otoczeniu zauważyłby najszybciej, że coś jest nie tak?”
Technika zawężania: z „nic” do „co dokładnie”
Uczeń mówi: „Nic nie ma sensu”, „Wszystko jest beznadziejne”, „Nikt mnie nie lubi”. W takich zdaniach kryje się duża ogólność i bezradność. Twoim zadaniem jest delikatnie zawężać te uogólnienia, bez kłótni.
Można zrobić to tak:
- „Kiedy mówisz nic, co masz najczęściej na myśli – szkołę, dom, znajomych, siebie?”
- „Mówisz o szkole – chodzi bardziej o oceny, ludzi w klasie, czy coś jeszcze innego?”
- „Kiedy mówisz, że w domu jest ciężko – co to znaczy dla ciebie?”
- „Powiedziałeś, że „wszyscy się odwrócili”. Kto przychodzi ci pierwszy do głowy, gdy to mówisz?”
- skulona postawa, chowanie twarzy, kaptur mocno naciągnięty na głowę,
- brak kontaktu wzrokowego lub przeciwnie – napięte, „utknięte” spojrzenie,
- drżenie głosu, nagłe wybuchy śmiechu niepasujące do treści,
- ślady samouszkodzeń na rękach, szyi (wymaga to bardzo delikatnego podejścia).
- „Zauważyłam ślady na twoich rękach. Martwię się, gdy to widzę. Czy to ma związek z tym, że mówisz, że nic nie ma sensu?”
- „Co się konkretnie stało w ostatnim tygodniu, kiedy ta myśl najmocniej się pojawiła?”
- „Jakie zdanie o sobie przechodzi ci wtedy przez głowę? (np. „jestem beznadziejny”, „wszyscy mnie mają dość”)”
- „Gdybyś miał to opisać jak reporter, bez ocen – jak by to brzmiało?”
- fakty są takie, jakie są (np. kilka jedynek, kłótnia w domu),
- ale jego wnioski („nic nie ma sensu”, „jestem zerem”) to interpretacje, które można badać i zmieniać.
- „Gdybyś miał zrobić jedną, naprawdę małą rzecz, żeby było choć o 1% mniej beznadziejnie, co mogłoby to być?”
- „Co jest dla ciebie łatwiejsze: porozmawiać z kimś, coś napisać, coś przeczytać, czy zrobić coś konkretnego (np. zadzwonić gdzieś)?”
- „Do kogo byłoby ci najmniej trudno odezwać się po tej rozmowie?”
- „Czy jest coś, co choć na chwilę odciąga twoje myśli od tego, że nic nie ma sensu?”
- „Kiedy ostatnio poczułeś się odrobinę mniej źle? Gdzie wtedy byłeś, co robiłeś, z kim?”
- „Czy jest w twoim dniu coś, na co czekasz choć troszeczkę – nawet jeśli to 5 minut z telefonem, granie, spacer z psem?”
- kontakt z pedagogiem / psychologiem szkolnym – najlepiej tego samego dnia, choćby krótką informacją,
- ustalenie jasnych ról: kto rozmawia z uczniem dalej, kto kontaktuje się z rodzicami,
- przekazanie tylko niezbędnych informacji, z poszanowaniem prywatności ucznia („powiedział, że…” zamiast interpretacji typu „on przesadza”).
- „Chciałabym, żebyś miał więcej wsparcia niż tylko ode mnie. Czy możemy wspólnie podejść do pedagoga / psychologa?”
- konkrety zamiast diagnoz: „Usłyszałam od syna kilka zdań o tym, że nic nie ma sensu. Zaniepokoiło mnie to, bo…”, zamiast „Państwa dziecko jest w depresji”;
- język troski, nie oskarżeń: „Chcę, żebyśmy wspólnie zastanowili się, jak go wesprzeć”, zamiast „Co się u państwa w domu dzieje?”;
- przygotowanie na różne reakcje – zaprzeczenie („Na pewno wymyśla”), złość („To wina szkoły”) czy bezradny płacz.
- pilny kontakt z rodzicami / opiekunami prawnymi,
- uruchomienie procedur szkolnych (zgodnie ze statutem, wytycznymi MEiN),
- w razie bezpośredniego zagrożenia – wezwanie pogotowia ratunkowego lub kontakt z pogotowiem kryzysowym.
- „To, co mówisz, jest na tyle poważne, że moim obowiązkiem jest zadbać o twoje bezpieczeństwo. Skontaktuję się z twoimi rodzicami / odpowiednimi służbami, ale nie chcę tego robić poza tobą – powiem im, że rozmawialiśmy i że chcę, żebyś miał pomoc.”
- „Co ta rozmowa we mnie poruszyła?”
- „Czy mam w szkole / zespole kogoś, z kim mogę omówić takie sytuacje w sposób profesjonalny (bez plotek)?”
- „Jak dbam o swoje „odreagowanie” po ciężkim dniu – w zdrowy, a nie destrukcyjny sposób?”
- mówienie o sobie („Poczułam lęk, kiedy to usłyszałam”), a nie tylko o „trudnym uczniu”,
- anonimizowanie szczegółów, które nie są potrzebne do zrozumienia sytuacji,
- szukanie strategii na przyszłość, nie tylko „wygadanie się”.
- krótkie zapisanie w notatniku 2–3 myśli: „co dziś było dla mnie trudne / co mi wyszło / czym nie muszę zajmować się do jutra”,
- krótki spacer przed wyjściem ze szkoły czy zatrzymanie się na kilka spokojnych oddechów w pustej sali,
- świadome odłożenie dziennika / planera do szafki, z myślą: „wrócę do tego jutro”.
- krótkie, osobiste przywitanie: „Cześć, Kuba, widzę, że dziś jesteś wcześniej”,
- zauważanie wysiłku, nie tylko efektu: „Widzę, że dziś pilnowałeś, żeby się nie spóźnić”,
- zadawanie od czasu do czasu pytania o zdanie uczniów w sprawach klasowych, nawet drobnych (np. forma sprawdzianu, sposób pracy w grupach).
- komentując lekturę czy film nie tylko pod kątem „co autor miał na myśli”, ale też: „Z czego mogło wynikać, że ten bohater uznał, że nic nie ma sensu?”;
- po klasowym konflikcie, poza ustaleniem zasad, zadając pytanie: „Jak każdy z was się z tym ma?” – dopuszczając złość, smutek, rozczarowanie;
- czasem mówiąc wprost: „Wiem, że bycie nastolatkiem bywa bardzo przytłaczające. Jeśli ktoś z was ma teraz taki okres, to nie jest z tym sam”.
- parafrazowanie uczuć: „Słyszę, że mówisz: ‘To nie ma sensu’. Zastanawiam się, czy to jest bardziej bezsilność, czy ogromne zmęczenie?”,
- propozycja kilku nazw emocji, bez ich narzucania: „To może być złość, rozpacz, rozczarowanie – sam zdecyduj, co najbliżej”,
- zachęcanie do mówienia w pierwszej osobie: „Ja czuję…”, zamiast „wszyscy mają dość życia”.
- „Słyszę, że mówisz o braku sensu. To poważna sprawa. Chcę cię zrozumieć, jeśli zechcesz o tym opowiedzieć.”
- „Nie musisz mi opowiadać wszystkiego naraz. Możemy zacząć od małego kawałka tego, co jest teraz dla ciebie najtrudniejsze.”
- „Nie oceniam cię za te myśli. Chcę raczej zobaczyć, jak możemy zrobić, żebyś nie musiał z tym zostać sam.”
- „To, że tak się czujesz, nie znaczy, że zawsze tak będzie, choć teraz może to tak wyglądać.”
- „Inni mają gorzej, a dają radę” – niesie przekaz: „Twoje cierpienie się nie liczy”.
- „Weź się w garść” – sugeruje, że problemem jest charakter, a nie kryzys.
- „W twoim wieku nie ma się poważnych problemów” – unieważnia całe doświadczenie nastolatka.
- „Nie przesadzaj, to minie” – zamyka rozmowę, zamiast ją otwierać.
- „Jeśli będziesz tak mówił, będę musiała zadzwonić po…” wypowiedziane groźnym tonem – zamienia pomoc w straszak.
- krótkie, normalne powitanie, bez przesłuchań: „Dobrze, że jesteś z nami z powrotem”,
- wcześniejsze ustalenie z uczniem (jeśli to możliwe), co i w jakim stopniu może zostać powiedziane klasie,
- jasne omówienie spraw organizacyjnych: zaległości, możliwe ulgi (np. mniej kartkówek na start, wydłużony czas na sprawdzian).
- priorytety: z których przedmiotów odrabianie zaległości jest najpilniejsze, a gdzie można dać więcej czasu,
- formy sprawdzania: częstsze odpowiedzi ustne zamiast testów, prace projektowe, możliwość podzielenia większej pracy na etapy,
- sygnały bezpieczeństwa: np. umówienie się, że uczeń może dyskretnie wyjść z klasy na kilka minut, gdy napięcie rośnie, bez konieczności tłumaczenia się przy całej grupie.
- „Moja rola” – uważne wysłuchanie, nazwanie powagi sytuacji, uruchomienie dalszej pomocy (pedagog, psycholog, rodzice, służby), stworzenie możliwie bezpiecznego klimatu w klasie;
- „Poza moją rolą” – prowadzenie terapii, decydowanie o lekach, diagnozowanie zaburzeń, dostępność dla ucznia 24/7 w prywatnych komunikatorach.
- „Jako nauczyciel mogę zrobić to i to. Nie mogę jednak zastąpić terapeuty ani być zawsze na telefonie. Dlatego tak ważne jest, żebyś miał też inne osoby i miejsca wsparcia.”
- jasne zasady: „Poza godzinami pracy nie odpisuję na wiadomości służbowe. W sytuacji kryzysu w nocy możesz zadzwonić na telefon zaufania / na pogotowie zaufania.”
- przeniesienie części odpowiedzialności: „To bardzo ważne, żebyś miał też inne numery bezpieczeństwa niż tylko do mnie. Spiszmy je razem.”
- odwołanie się do troski o jakość pomocy: „Jeśli będę cały czas w gotowości dla jednej osoby, szybciej się wypalę i wtedy nie będę wsparciem dla nikogo, także dla ciebie.”
- 3–4 numery telefonów (telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, lokalny dyżur kryzysowy, całodobowe linie wsparcia),
- 2–3 rzeczy, które zwykle choć trochę pomagają danej osobie obniżyć napięcie (muzyka, prysznic, spacer, rozmowa z konkretną osobą) – wpisane najlepiej przez samego ucznia,
- jedno krótkie zdanie przypominające o tymczasowości stanu, np. „To, jak się czuję, jest bardzo trudne, ale może się zmienić – zanim zrobię sobie krzywdę, zadzwonię / napiszę tu: …”.
- uczeń mówi cicho: „Potrzebuję 5 minut” albo używa umówionego hasła (np. „czy mogę do pielęgniarki?”),
- nauczyciel odpowiada krótko: „Dobrze, wróć, kiedy będziesz mógł / mogła”,
- reszta klasy nie dopytuje – to część zawartej wcześniej umowy o dyskrecji.
- podstawowe rozpoznawanie sygnałów alarmowych (wzmianki o śmierci, samouszkodzeniach, uporczywym braku sensu),
- prosty schemat działania: „wysłuchaj – nie bagatelizuj – skontaktuj z odpowiednią osobą – odnotuj zdarzenie”,
- wspólną, krótką listę numerów telefonów i procedur awaryjnych, dostępną dla całej rady (nie tylko w segregatorze pedagoga).
- „Uczeń po klasówce mówi półgłosem: ‘I tak to wszystko bez sensu, najlepiej byłoby zniknąć’. Co robisz, co mówisz, w jakiej kolejności?”
- Wypowiedź ucznia „nic nie ma sensu” jest sygnałem alarmowym świadczącym o głębokim kryzysie, a nie zwykłym narzekaniu, dlatego zawsze wymaga poważnego potraktowania.
- Za takim stwierdzeniem często stoją poczucie braku wpływu na przyszłość, bezsilność wobec wysiłku bez efektów, poczucie nieważności, brak drogi wyjścia z trudności oraz brak zaufania do dorosłych.
- Poczucie bezsensu może wynikać m.in. z przewlekłych porażek szkolnych, presji i perfekcjonizmu, problemów rodzinnych, przemocy rówieśniczej, zaburzeń psychicznych oraz nierówności szans.
- O różnicy między „narzekaniem” a wołaniem o pomoc decydują kontekst, częstotliwość, ton wypowiedzi oraz to, czy towarzyszą jej zmiany w zachowaniu (wycofanie, spadek wyników, izolacja, wagarowanie).
- Bagatelizujące komunikaty dorosłych (np. „nie przesadzaj”, „inni mają gorzej”, „weź się w garść”) podważają ważność uczuć ucznia i skutecznie zamykają go na dalszą rozmowę oraz szukanie pomocy.
- Skuteczne rozpoczęcie rozmowy opiera się na zatrzymaniu się przy wypowiedzi ucznia, nazwaniu jej wprost, okazaniu powagi i zaproszeniu do rozmowy zamiast stawiania żądań czy ocen.
- Aby uczeń mógł się szczerze otworzyć w tak trudnym temacie, konieczne jest zapewnienie bezpiecznego miejsca, czasu i atmosfery szacunku, a w sytuacjach poważnego kryzysu – szybkie włączenie specjalistów.
Pomaganie w nazywaniu konkretów zamiast dopowiadania za ucznia
Kiedy uczeń zaczyna mówić bardziej szczegółowo, łatwo jest przejąć stery: domyślać się, dopowiadać, kończyć za niego zdania. Zwykle wynika to z troski i chęci przyspieszenia rozmowy, ale efekt bywa odwrotny – młody człowiek czuje się zepchnięty na drugi plan.
Przydatne są krótkie doprecyzowania, które nadal zostawiają głos po stronie ucznia:
Im więcej dokładnych słów zamiast „nic”, „wszyscy”, „zawsze”, tym łatwiej zobaczyć, gdzie faktycznie jest największy ból – i tam szukać wsparcia.
Uważność na ciało i sygnały pozasłowne
Uczeń może mówić: „nic nie ma sensu” obojętnym tonem, żartem, półgębkiem. Ciało jednak często „zdradza” więcej niż słowa. Nauczyciel nie musi być specjalistą od mowy ciała, ale może rejestrować kilka podstawowych sygnałów:
Zamiast wytykania („Co ty masz na rękach?!”), lepiej odnieść się z wyczuciem:
Takie zdanie łączy fakt z troską, bez moralizowania. Uczeń może odmówić rozmowy, ale usłyszy, że ktoś widzi więcej niż tylko oceny w dzienniku.

Od myśli „nic nie ma sensu” do poczucia wpływu
Oddzielanie faktów od interpretacji
Myśl „nic nie ma sensu” rzadko pojawia się w próżni. Zwykle stoi za nią seria wydarzeń, które uczeń interpretuje w bardzo surowy sposób. Rozmowa może mu pomóc zobaczyć różnicę między tym, co się wydarza, a tym, co o tym myśli.
Sprzyjają temu pytania typu:
Uczniowi łatwiej wrócić do poczucia sprawczości, jeśli widzi, że:
Mikrokroki: pytania o najmniejszy możliwy ruch
Uczeń w kryzysie często słyszy od dorosłych: „musisz zacząć się starać”, „trzeba wziąć się za siebie”. Z jego perspektywy brzmi to jak prośba o wejście na szczyt góry bez kondycji. Dlatego przydaje się myślenie w kategoriach mikrokroków.
Przykładowe pytania:
Chodzi o drobne, realne działania: wysłanie jednej wiadomości do pedagoga, podejście po lekcji do nauczyciela, zrobienie zdjęcia numeru telefonu zaufania. Dla dorosłego to drobiazg, dla ucznia – pierwszy krok z paraliżu w kierunku ruchu.
Szukanie choćby punktowych „iskier sensu”
Kiedy ktoś mówi, że „nic” nie ma sensu, często ma na myśli: „to, co najważniejsze dla mnie, jest popękane”. Nie znaczy to, że absolutnie wszystko jest jednakowo czarne. Delikatne pytania mogą pomóc wyłapać drobne wyjątki.
Można zapytać:
Wydobycie takich „iskier” nie ma na celu zakrzyczenia kryzysu („No widzisz, nie jest tak źle!”), tylko pokazanie, że w jego doświadczeniu nie wszystko jest jedną bryłą mroku. Na tych małych wyjątkach można później budować kolejne kroki.
Wsparcie systemowe: szkoła, rodzina, specjaliści
Współpraca w szkole: nie zostawiaj siebie samego
Nauczyciel, który usłyszał od ucznia „nic nie ma sensu”, często zostaje z poczuciem ogromnej odpowiedzialności. Tymczasem realną pomocą bywa uruchomienie szkolnej sieci wsparcia, a nie samotne dźwiganie wszystkiego.
W praktyce może to oznaczać:
Dobrze, by uczeń usłyszał wprost:
Jeśli odmówi, można zaproponować kompromis: „Na razie ja z nim porozmawiam i umówimy się, co dalej, dobrze? Nie zostawię tego bez ruchu.”
Rozmowa z rodzicami: jak chronić ucznia i jednocześnie nie milczeć
Kontakt z opiekunami bywa jednym z trudniejszych momentów. Część uczniów bardzo się go boi („dostanę po głowie”, „powiedzą, że dramatyzuję”). Z kolei rodzice potrafią zareagować niedowierzaniem, złością, poczuciem winy. Dobrze przygotowana rozmowa zmniejsza napięcie po każdej stronie.
Kilka zasad, które pomagają:
Warto mieć pod ręką listę lokalnych miejsc pomocy (poradnia psychologiczno-pedagogiczna, przychodnia zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży, telefony zaufania), którą można przekazać rodzicom na piśmie lub mailem. Daje to im konkret: „Od tego możemy zacząć”.
Obowiązek reagowania przy zagrożeniu życia
Jeśli w rozmowie pojawiają się wątki myśli samobójczych, planów, wcześniejszych prób samouszkodzeń, sytuacja wymaga natychmiastowych kroków. W polskich realiach oznacza to zwykle:
Nie obowiązuje tu „tajemnica” wobec ucznia – nadrzędne jest bezpieczeństwo. Można to uczciwie zakomunikować:
Jasne zasady, mówione spokojnym tonem, są dla ucznia mniej przerażające niż nagłe znikanie dorosłych z pokoju i szepty w sekretariacie.
O sobie jako dorosłym: jak się nie wypalić pomagając
Kontakt z cudzym cierpieniem też zostawia ślad
Rozmowa z uczniem, który mówi o braku sensu życia, rzadko jest neutralna emocjonalnie dla nauczyciela czy pedagoga. Po lekcjach bywa, że wracają w głowie jego zdania, obrazy z rozmowy, poczucie: „A jeśli zrobi sobie krzywdę?”.
Zignorowanie własnych emocji to prosta droga do przeciążenia i wypalenia. Zamiast udawać przed sobą „twardość”, lepiej zadać sobie kilka szczerych pytań:
Superwizja i wsparcie koleżeńskie
W wielu szkołach wciąż brakuje formalnych superwizji. Mimo to warto szukać chociaż nieformalnych przestrzeni na rozmowę o trudnych sytuacjach – z pedagogiem, psychologiem, zaufanym kolegą z rady pedagogicznej.
Przykładowe zasady takiego wsparcia:
Jeśli szkoła ma możliwość organizowania superwizji z zewnętrznym specjalistą, korzystanie z tego nie jest oznaką słabości, ale profesjonalizmu.
Małe rytuały „zamykania dnia”
Praca z młodzieżą w kryzysie rzadko kończy się wraz z dzwonkiem. Głowa dalej mieli, pojawiają się „scenariusze, co mogłem zrobić inaczej”. Pomagają proste, powtarzalne rytuały, które symbolicznie kończą dzień zawodowy.
Może to być:
Takie drobiazgi nie rozwiązują systemowych problemów, ale pomagają zachować elementarną higienę psychiczną, bez której trudno być realnym wsparciem dla uczniów.
Budowanie klimatu w klasie, który zmniejsza poczucie bezsensu
Codzienne sygnały, że uczeń jest widziany
Myśl „nic nie ma sensu” często wzmacnia się tam, gdzie uczeń czuje się kompletnie niewidzialny. Nie potrzeba wielkich programów profilaktycznych, by na co dzień wysyłać sygnał: „zauważam cię”.
Pomaga w tym kilka drobnych działań:
Dla kogoś w kryzysie takie gesty nie „leczą” problemu, ale osłabiają poczucie kompletnej bezwartościowości.
Rozmowy o trudnościach jako norma, nie sensacja
Im bardziej temat kryzysów psychicznych jest w szkole traktowany jak coś „ekstraordynaryjnego”, tym trudniej uczniom po nie sięgać. Z drugiej strony – zamienianie lekcji w niekończące się wykłady o depresji też nie pomaga. Chodzi raczej o to, by trudne emocje mogły się w języku szkolnym w ogóle pojawiać.
Można to robić małymi krokami, przy okazji:
Uczeń, który sam myśli „nic nie ma sensu”, w takim klimacie szybciej rozpozna: „To, co się ze mną dzieje, mieści się w ludzkim doświadczeniu, nie jestem dziwadłem”.
Uczenie języka do mówienia o emocjach
Dla wielu młodych ludzi „nie ma sensu” jest jedyną dostępną im etykietą. Pod spodem bywa zmęczenie, rozpacz, wściekłość, wstyd, poczucie przegranej. Brak słów sprawia, że wszystko zlewa się w jedną czarną plamę.
Nauczyciel nie musi być terapeutą, żeby stopniowo poszerzać słownik klasy. Sprzyjają temu proste zabiegi:
Kiedy emocje dostają bardziej precyzyjne nazwy, często stają się odrobinę mniej przytłaczające. Z „więzienia bezsensu” robi się skomplikowany, ale jednak mapowalny teren.

Co mówić, a czego unikać w bezpośredniej rozmowie
Zwroty, które wspierają
W sytuacji napięcia łatwo mówić automatycznie. Dobrze mieć w głowie kilka zdań, które mogą być „bezpiecznym startem” rozmowy:
Takie zdania nie „czarują rzeczywistości”, tylko regulują napięcie – pokazują granice (traktuję to poważnie), ale i przestrzeń (możesz mówić tyle, ile chcesz).
Słowa, które ranią, choć mają „dobre intencje”
Jest też grupa komunikatów, które często wypowiadane są z chęci pocieszenia, a dla ucznia w kryzysie brzmią jak policzek. Dobrze je w sobie wychwycić, zanim wyjdą na głos:
Jeśli takie zdanie się wymknie (bo jesteśmy też ludźmi), można je naprawić: „Powiedziałam coś, co mogło zabrzmieć, jakbym cię nie brała serio. To nie było pomocne. Spróbujmy jeszcze raz”.
Uczeń, który wraca do szkoły po kryzysie
Jak przywitać ucznia po hospitalizacji lub przerwie
Część młodych ludzi, którzy mówili wcześniej o braku sensu, po jakimś czasie wraca do szkoły po pobycie w szpitalu, ośrodku dziennym albo po dłuższej nieobecności. Ten powrót bywa bardziej stresujący niż pierwsze pójście do szkoły w życiu.
Dorośli w szkole mogą ułatwić ten moment, dbając o kilka rzeczy:
Chodzi o to, by nie robić z ucznia „sprawy specjalnej troski”, a jednocześnie nie wrzucać go od razu na pełne obroty, jakby nic się nie wydarzyło.
Rozsądne dostosowania zamiast „szklanego klosza”
Po kryzysie wielu uczniów potrzebuje czasu, żeby wrócić do pełnej wydolności. To nie lenistwo, tylko konsekwencja choroby, leczenia, długiego stresu. Z drugiej strony pełne „odpuszczenie” wszystkiego może utrwalić wycofanie.
Pomaga wspólne (uczeń – wychowawca – być może rodzic / psycholog) zaplanowanie kilku konkretnych dostosowań:
Dobrze, gdy takie ustalenia są spisane, choćby w prostym dokumencie, i znane najważniejszym nauczycielom. Zmniejsza to chaos i ryzyko sprzecznych oczekiwań.
Granice odpowiedzialności nauczyciela
Co jest w twojej mocy, a co już nie
Kontakt z uczniem w kryzysie łatwo budzi w dorosłym poczucie: „Muszę go uratować”. Tymczasem żadna pojedyncza osoba nie da rady dźwignąć całej historii życia nastolatka, jego sytuacji domowej, choroby, systemu ochrony zdrowia. Własne granice to nie egoizm, tylko warunek skutecznej pomocy.
Można przyjąć robocze rozróżnienie:
W rozmowie z uczniem da się to nazwać wprost, spokojnie:
Kiedy odmówić „bycia zawsze dostępnym”
Uczeń, który odczuł ulgę po rozmowie, czasem próbuje uczepić się tego kontaktu jak koła ratunkowego – pisze wieczorami, w weekendy, wysyła rozpaczliwe wiadomości w mediach społecznościowych. Z jednej strony to wyraz zaufania, z drugiej – ogromne obciążenie.
Pomaga wtedy:
Takie komunikaty mogą budzić w uczniu chwilową złość czy rozczarowanie, ale jednocześnie uczą ważnej lekcji: relacja pomocowa też ma granice.
Proste narzędzia, które można mieć „w szufladzie”
Karta kryzysowa dla ucznia
Nie każda rozmowa kończy się natychmiastowym umówieniem wizyty u specjalisty. Czasem uczeń mówi wprost: „Nie pójdę nigdzie, nie chcę nic robić”. Warto wtedy zostawić mu coś konkretnego, co może wykorzystać później, bez presji.
Może to być krótka „karta kryzysowa” – wydrukowana lub w formie zdjęcia w telefonie. Prosty, jednokartkowy dokument, który zawiera:
Taka karta nie jest zabezpieczeniem „na wszystko”, ale bywa, że nastolatek sięga po nią o pierwszej w nocy, kiedy żaden nauczyciel nie odbierze telefonu.
„Bezpieczne słowo” na lekcji
W klasach, w których jest więcej uczniów z doświadczeniem kryzysów, można wprowadzić prostą umowę: jeśli ktoś czuje, że zaraz się rozsypie, może użyć ustalonego wcześniej słowa czy sygnału, który oznacza: „Potrzebuję wyjść / przerwy” – bez tłumaczenia całej historii.
W praktyce może to wyglądać tak:
Dla ucznia w myślach typu „nic nie ma sensu” sam fakt, że ma jakąś kontrolę nad sytuacją, bywa ogromnie odciążający.
Przygotowanie rady pedagogicznej na sytuacje kryzysowe
Wspólne minimum: co każdy powinien umieć
Rozmowa z uczniem w kryzysie nie powinna być wyłącznie „specjalnością” pedagoga czy psychologa. To często wychowawca, nauczyciel WF czy matematyki pierwsi słyszą zdanie: „Nic nie ma sensu”. Im mniej izolowana jest wiedza o reagowaniu, tym bezpieczniej dla uczniów.
Szkolne minimum może obejmować:
Nawet jednorazowe, dobrze poprowadzone szkolenie potrafi znacząco zmniejszyć lęk dorosłych przed „wejściem w temat”.
Ćwiczenie reakcji „na sucho”
Teoretyczna wiedza to jedno, a reakcja pod wpływem silnych emocji – drugie. Pomagają krótkie, ćwiczone na radzie pedagogicznej scenki czy omówienia sytuacji: co powiedziałeś / powiedziałaś, co mogło zadziałać inaczej, czego ci brakowało.
Można użyć np. takiego scenariusza:
Na początku taki trening bywa krępujący, ale bardzo uczy: zamiast zastygać, pojawia się choćby jeden czy dwa znane z wcześniejszego ćwiczenia kroki.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Co zrobić, gdy uczeń mówi „nic nie ma sensu”?
Przede wszystkim potraktuj tę wypowiedź bardzo poważnie i nie zbywaj jej żartem ani komentarzem w stylu „nie przesadzaj”. To może być sygnał głębszego kryzysu, a nie zwykłe narzekanie na szkołę.
Warto zatrzymać się przy tych słowach, nazwać je i zaprosić ucznia do rozmowy, np.: „Usłyszałem, że powiedziałeś, że nic nie ma sensu. Brzmi to poważnie. Chciałbym zrozumieć, co się dzieje – możemy o tym porozmawiać?”. Daj uczniowi poczucie, że jego emocje są ważne i że chcesz go wysłuchać, a nie oceniać.
Jak odróżnić zwykłe narzekanie od wołania o pomoc?
Zwróć uwagę na kontekst, częstotliwość i ton wypowiedzi. Jednorazowe „to bez sensu” po trudnej kartkówce jest czym innym niż powtarzane od tygodni „nic nie ma sensu” wypowiadane z rezygnacją czy łzami w oczach.
Alarmujące są: długotrwałe powtarzanie podobnych zdań, wycofanie z kontaktów, spadek wyników w nauce, unikanie szkoły, rezygnacja z dawnych zainteresowań oraz pojawiające się komentarze o braku chęci do życia. W takiej sytuacji to już nie jest zwykłe narzekanie, tylko sygnał kryzysu, który wymaga reakcji dorosłych i często włączenia specjalistów.
Jakich zdań nie mówić uczniowi, który uważa, że nic nie ma sensu?
Należy unikać komunikatów, które bagatelizują emocje ucznia lub sprowadzają problem do „lenistwa” czy „fanaberii”. Szczególnie raniące i blokujące rozmowę są m.in. zdania: „Nie przesadzaj, każdy tak czasem ma”, „Weź się w garść”, „Inni mają gorzej”, „Gdybyś się uczył, nie mówiłbyś tak”.
Takie wypowiedzi wysyłają sygnał: „Twoje emocje są nieważne, przesadzasz, nie rozumiem cię”, co zazwyczaj kończy się zamknięciem ucznia w sobie i utratą zaufania do dorosłych. Lepiej skupić się na słuchaniu i próbie zrozumienia niż na ocenianiu czy moralizowaniu.
Jak zacząć rozmowę z uczniem w kryzysie, żeby się nie zamknął?
Pomocny jest schemat: zatrzymaj – nazwij – zaproś do rozmowy. Najpierw zatrzymaj się przy tym, co uczeń powiedział, potem nazwij to, a na końcu spokojnie zaproś do rozmowy, bez przymusu i nacisku.
Przykłady: „Kiedy mówisz, że nic nie ma sensu, brzmi to dla mnie poważnie. Chciałbym lepiej zrozumieć, co się dzieje – opowiesz mi o tym?”, „Słyszę w tym dużo bezsilności. Co takiego wydarzyło się ostatnio?”. Taki sposób otwarcia pokazuje powagę, szacunek i gotowość wysłuchania, a nie „przepytania” ucznia.
Jakie mogą być przyczyny tego, że uczeń czuje, że nic nie ma sensu?
Źródła takiego myślenia są różne i często się nakładają. Do najczęstszych należą: przewlekłe niepowodzenia szkolne, silna presja i perfekcjonizm, problemy rodzinne (konflikty, rozwód, przemoc, choroba, śmierć bliskiej osoby), przemoc rówieśnicza i odrzucenie, a także depresja, zaburzenia lękowe czy wypalenie szkolne.
Wpływ ma też poczucie nierówności szans – gdy uczeń widzi, że inni dostają wsparcie (korepetycje, spokojny dom, sprzęt), a on walczy o przetrwanie, może dojść do wniosku, że „gra jest ustawiona” i jego wysiłek nie ma sensu. Dlatego zamiast szybkich ocen warto zadać pytania otwarte i spróbować poznać całą sytuację ucznia.
Kiedy trzeba włączyć psychologa lub innych specjalistów?
Bezwzględnie należy szukać pomocy specjalistycznej, gdy wypowiedzi typu „nic nie ma sensu” łączą się z sygnałami mogącymi wskazywać na zagrożenie zdrowia lub życia: komentarzami o braku chęci do życia, samookaleczeniach, myślach samobójczych, całkowitej rezygnacji z dotychczas ważnych aktywności czy gwałtownych zmianach zachowania.
W takiej sytuacji nie wolno odkładać rozmowy „na później”. Trzeba zadbać o bezpieczne miejsce i czas natychmiastowego spotkania oraz poinformować odpowiednie osoby – pedagoga lub psychologa szkolnego, dyrekcję, a w razie potrzeby także rodziców i służby medyczne. Uczeń nie powinien zostawać z takim ciężarem sam.
Jak rozmawiać z uczniem, żeby naprawdę poczuł się wysłuchany?
Kluczowe jest aktywne słuchanie: pozwól uczniowi mówić bez przerywania, zamiast serii ocen i rad stosuj parafrazy („Dobrze rozumiem, że masz poczucie, że cokolwiek zrobisz, i tak będzie źle?”) i nazywaj emocje („Słyszę w tym dużo zmęczenia i złości”).
Zadawaj pytania otwarte, np. „Jak wyglądają twoje ostatnie dni?”, „Co najbardziej cię przytłacza?”, zamiast wypytywania o oceny czy frekwencję. Staraj się nie korygować od razu „przesady” w wypowiedziach ucznia – najpierw pokaż, że rozumiesz jego perspektywę, dopiero później, w dalszej rozmowie, można delikatnie poszerzać jego spojrzenie.






